TAŃCZĄC Z KOMIKSAMI, CZYLI RECENZENCKI TWIST SPECIAL: NIESKOŃCZONOŚĆ WE WSZYSTKICH ODCIENIACH

16:50 Radosław Pisula 2 Comments

W kinach szaleją nadal Strażnicy Galaktyki, niedawno doskoczył nowy Obcy, a za chwilę czeka nas spotkanie z Valerianem i Laureliną. Z tego powodu postanowiliśmy kompleksowo zagłębić się w wydaną jakiś czas temu przez Egmont "Nieskończoność" - wielką kosmiczną historię Marvela, której architektem jest Jonathan Hickman. Pierwszy raz na naszym rynku dostajemy tak dużą część crossoveru Marvela, a jeszcze lepszą informacją jest fakt, że to naprawdę intrygująca opowieść.


AVENGERS - TOM 4: NIESKOŃCZONOŚĆ
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Leinil Yu
Wydawnictwo: Egmont Polska

NEW AVENGERS - TOM 2: NIESKOŃCZONOŚĆ
Scenariusz: Jonathan Hickman
Rysunki: Mike Deodato
Wydawnictwo: Egmont Polska

Dwa komiksy rzekomo uzupełniające wydarzenia z tomu Nieskończoność Hickmana i Ribica, który – w największym skrócie – opisuje kosmiczny konflikt Avengers z agresywną rasą Budowniczych oraz inwazję szalonego tytana Thanosa na Ziemię. W tle przewijają się zaś nierozwiązane wątki z serii Avengers i New Avengers, w efekcie jeśli czytelnik nie jest na bieżąco z tymi seriami, to Nieskończoność może go przerazić. Innym zdecydowanie zapewni masę dobrej zabawy. Pewnym ułatwieniem w przyswajaniu sobie tej fabuły jest to, że tom o Avengers skupia się przede wszystkim na wątku kosmicznym, New Avengers zaś muszą radzić sobie przede wszystkim z tym, co dzieje się na Ziemi. I choć wydarzenia te w jakimś stopniu się przeplatają, to rozgraniczenie jest w miarę jasne i spójne. W Avengers: Nieskończoność poznajemy kulisy objęcia przez Avengers dowodzenia nad ruchem oporu przeciwko Budowniczym oraz dowiadujemy się, jakie wydarzenia stały za takim, a nie innym rozwiązaniem tego konfliktu. W New Avengers: Nieskończoność obserwujemy dokładny przebieg inwazji Thanosa, w obliczu której eskaluje konflikt między Namorem a Black Pantherem, zarysowany w poprzednich tomach. Jednocześnie jednak najważniejsze wydarzenia są przesunięte do tomu Nieskończoność – tam bowiem dochodzi z jednej strony do odbicia planety Hala z rąk Budowniczych przez Thora, sprzeciwu Black Bolta wobec Thanosa i w konsekwencji detonacji terrigenowej bomby a także zamknięcia wątku Thane'a, syna Thanosa. Brzmi kryptycznie? To dlatego, że w komiksach tych dużo się dzieje i akcja gna na łeb, na szyję.

New Avengers: Nieskończoność jest nieco bardziej kameralne, ale tam też wydarzeń jest co niemiara. W ogóle Nieskończoność Hickmana jest wydarzeniem nietypowym, bo choć teoretycznie najważniejsze wydarzenia mają miejsce w głównej serii, to bez znajomości Avengers: Nieskończoność i New Avengers: Nieskończoność możemy się w tym wszystkim pogubić. To jest zasadniczo największą wadą tych komiksów; żeby połapać się w fabule, trzeba nie tylko znać wszystkie trzy wydawnictwa, ale też czytać je fragmentami w konkretnej kolejności. Może to być problematyczne, ale niestety w obecnych warunkach wydawniczych jest nie do przeskoczenia. Sama fabuła powala jednak rozmachem, wątki poprowadzone są w sposób intrygujący i dynamiczny, postacie znają swoje miejsca i bardzo dobrze wypełniają powierzone im zadania, nie tracąc przy tym swojego charakteru (choć ewidentnie jest on na drugim planie względem opowiadanej historii; co zresztą jest cechą całego runu Avengers Hickmana i nie wszystkim może przypaść do gustu). Niemniej Nieskończoność (już bez podziału na serie) ma iście filmową dynamikę, po mistrzowsku operuje suspensem i niejednokrotnie może Was zaskoczyć.
Michał Wolski

NIESKOŃCZONOŚĆ 
Scenariusz: Jonathan Hickman 
Rysunki: Jim Cheung, Dustin Weaver, Jerome Opena 
Wydawnictwo: Egmont Polska 

Nieskończoność to zdecydowanie najbardziej złożony projekt komiksowy Marvela tej dekady, jeśli weźmiemy pod uwagę wkład jednego scenarzysty – Jonathan Hickman przez kilka tomów dwóch drużynowych serii, Avengers i New Avengers (zaprezentowanych w całości przez Egmont), powoli budował skomplikowaną fabułę i kompleksowy świat tej Thanosocentrycznej opowieści, by w miniserii wszystkie te tropy zebrać do kupy i uderzyć w czytelników z grubej rury. 

To opowieść, która bez wątpienia robi piorunujące wrażenie swoim zasięgiem. Hickman nie jest ograniczony tutaj budżetem, jak filmowcy – jego wyobraźnia zresztą też jest nieograniczona, przez co jego kosmos naprawdę wrze, a Ziemia, mimo iż kluczowy punkt całej tej historii, jest tak naprawdę ziarnkiem piasku w płonącej galaktyce. I jak to wszystko znakomicie ze sobą gra – grupki bohaterów zostały w przemyślany sposób rozstawione po całym kosmosie, a wrogowie są intrygujący: tak enigmatyczni Budowniczowie, oczyszczający z życia kolejne planety, jak i morderczy zakon Thanosa, gdzie każdy członek spełnia istotną rolę w fabule. Najważniejszy jest tutaj jednak sam Thanos, który od lat nie był tak przerażający – to historia pozwalająca uwierzyć, że właśnie on jest idealnym wyborem do konfrontacji z całym zastępem superbohaterów w filmowym uniwersum. Okrutny, zafiksowany na swoich celach, pozornie niezniszczalny, a przy tym nieustannie fascynujący. 

Dzięki tak wyrazistej charakteryzacji jeszcze mocniej trzymamy kciuki za kolejne małe zwycięstwa herosów, powolnie próbujących odeprzeć zmasowany atak wrogów – a podejrzane sojusze są tutaj zaiste galaktyczne. Znakomicie ogląda się Kapitana Amerykę – chłopaka z Brooklynu naładowanego chemikaliami i z tarczą w ręku, który musi teraz wykiwać szalonego kosmicznego boga. Świat przedstawiony robi tutaj znakomite wrażenie, kosmos żyje i nie zdziwię się, jeśli właśnie z tej historii będą sporo czerpać bracia Russo w Avengers: Infinity War

Również strona graficzna idzie w parze z poziomem scenariusza – to największe wydarzenie od lat, przynajmniej, jeśli chodzi o skalę konfliktu, więc zatrudnieni zostali znakomici „filmowi” rysownicy. Jim Cheung, Dustin Weaver, Jerome Opena znakomicie żonglują nagromadzeniem postaci, kreują dziwne światy i projektują choreografię kosmicznych starć. To bardzo wysoki poziom w skali rozrywkowego trykociarstwa i sprawdza się znakomicie. 

Wydarzenie ma jednak swoje wady. Na pewno nie jest zbyt przystępne dla nowego czytelnika – Hickman wylewał fundamenty pod Nieskończoność przez kilka tomów bliźniaczych komiksów, wspomnianych już Avengers i New Avengers, które zdecydowanie warto znać przed lekturą miniserii, żeby czerpać pełną przyjemność z lektury. Pojawia się tutaj zalew nowych terminów, postaci (nawet dla wieloletnich fanów Marvela), wątków, które dla postronnego czytelnika będą chaotyczne – jasne, samo sedno jest uniwersalne, trzeba odeprzeć Wielkie Kosmiczne Zło, ale siła Hickmana tkwi w szczegółach, w skrupulatnym składaniu puzzli. 

Dlatego naprawdę warto zaopatrzyć się we wszystkie wydane u nas przez Egmont komiksy Hickmana, bo to naprawdę zbyt błyskotliwe trykociarstwo, żeby przejść obok tego całkowicie obojętnie. W samej serii miałem jedynie problem z wprowadzonym zupełnie od czapy wątkiem determinującym Thanosa, związanym z jego dziedzictwem – dosyć tanim i dzisiaj już zupełnie marginalnym w uniwersum Marvela. Niczym nieskrępowana chęć udowodnienia swojej dominacji/zachwyt śmiercią byłby wystarczający, bez dodatkowych udziwnień. Również końcówka trochę wyhamowuje, ustawiając planszę pod nadchodzące wielkimi krokami Secret Wars, ale prowadzące do tego wydarzenia są na tyle emocjonujące i solidnie rozpisane, że w ogólnym rozrachunku jest to niewielki minus. Naprawdę warto zainteresować się Nieskończonością. W natłoku zbędnych dorocznych wielkich historii w stylu Fear Itself, Axis, czy Monster Unleashed – niepotrzebnych, wymuszonych, nastawionych na pozbawione jakiegokolwiek pomysłu wyciąganie pieniędzy od fanów – światotwórstwo Hickmana jest powiewem świeżości. Szczegółowo przemyślane, zrobione na wielką skalę, oddające szacunek postaciom, podsumowane świetnymi rysunkami – jasne, czasami dialogi popadają w przesadny patetyzm, skomplikowanie wydaje się aż nadmierne, a niektóre rozwiązania nie wypalają, ale to w dalszym ciągu jeden z najciekawszych tytułów superbohaterskich na naszym rynku. Warto, bo rzadko kiedy o pelerynach piszą tak zawzięci i utalentowani scenarzyści.
Radosław Pisula

THUNDERBOLTS - TOM 3: NIESKOŃCZONOŚĆ
Scenariusz: Charles Soule
Rysunki: Gabriel Hernandez, Phil Noto
Wydawnictwo: Egmont Polska

Soule'a i Noto oraz Palo i Walty to komiks związany z wydarzeniem Hickmana bardzo luźno, w sumie nie jestem pewien, czy gdyby inwazję kosmitów wymienić na cokolwiek innego, ten komiks by nie zyskał. Zarazem jest to najlepsza fabuła, na jaką stać tę inkarnację Thunderbolts. O co chodzi? Zapoczątkowana przez Waya i Dillona seria o ponurych, bezkompromisowych zakapiorach Marvela oraz Deadpoolu początkowo uderzała w tony nieco nieporadnego, ale jednak brutalnego czarnego humoru. Szybko się jednak okazało, że drużyna ta – Red Hulk, Elektra, Punisher, Agent Venom, wspomniany Deadpool oraz Red Leader i tajemnicza Mercy – mimo wszechobecnej w kostiumach czerwieni jest zwyczajnie... zbyt kolorowa. Ten tom przynosi więc znacznie więcej różnorodności, jest dużo lżej, ponuractwo niektórych członków ekipy jest wygrywane humorystycznie, a wszystko oparte na prostym pomyśle: Thunderbolts pomagają Punisherowi dopaść jedną z rodzin mafijnych w Nowym Jorku, tymczasem miasto atakują kosmici, a Deadpool wyrusza na odyseję w poszukiwaniu swojej ulubionej pizzerii. To zaś jest pretekstem do szeregu zabawnych, ale i błyskotliwych sytuacji czy komentarzy. Szkoda, że polska wersja komiksu nie do końca oddaje urok niektórych z nich, jest to bowiem najbłyskotliwszy komiks w całej serii Thunderbolts. Znając dalszy ciąg z anglojęzycznych wersji mogę powiedzieć, że dalej będzie już tylko... dziwniej. Do tomu obok głównej fabuły dołączono krótki zeszyt przybliżający postać Mercy oraz historię ucieczki Thunderboltów z Nowego Jorku, podczas której Red Leader snuje plany pozbycia się reszty członków drużyny. To zapowiedź tendencji, która zdominuje serię – Thunderbolts knujący przeciwko sobie staną się leitmotivem i pozostaną nim do końca serii. Thunderbolts: Nieskończoność to jednak komiks zabawny, dynamiczny, miejscami błyskotliwy i choć niewiele ma wspólnego z samą Nieskończonością, to jednak zdecydowanie wart jest polecenia. P.S. Walta bazgrze. To fantastyczny rysownik, jeśli dać mu do robienia kameralne, powolne narracje – jak cudowna seria Vision – ale w ilustrowaniu wielkich, dynamicznych plansz pełnych eksplozji i laserów, z walczącymi kosmitami, mafiozami i potworami po prostu się nie sprawdza. Za bazgroły będzie więc ocena mniej. 
Michał Wolski


GUARDIANS OF THE GALAXY (STRAŻNICY GALAKTYKI) – TOM 3: NIESKOŃCZONOŚĆ 
Scenariusz: Brian Michael Bendis, John Layman
Rysunki: Kevin Maguire, Francesco Francavilla
Wydawnictwo: Egmont Polska

Strażnicy Galaktyki w sosie z Nieskończoności są zaskakująco oderwani od kluczowych wydarzeń. Zespół kosmicznych awanturników musi tutaj odbić stację kosmiczną, a Gamora i Angela tworzą znakomity duet, w czasie gdy siły Thanosa szturmują Ziemię. Historię dosyć szybko się zapomina, chociaż rozpisana jest poprawnie, ale ratują ją znakomite rysunki Francesco Francavilli – zatopione w estetyce pulpy, wyraziste za sprawą umiejętnego żonglowania oszczędnymi kolorami (czerwień!), doskonale podkreślające tempo akcji. Dodatkowo w tym niewielkim tomie znajduje się jeszcze całkiem zabawna opowiastka o pobycie Gamory na Ziemi (pożyczona z bliźniaczego periodyku Guardians Team-Up), gdzie zaprzyjaźnia się z She-Hulk. Za scenariusz odpowiada tutaj John Layman znany z egmontowego Detective Comics, a rysunki to robota Kevina Maguire’a – duet stanowi miłą odmianę od etatowego Bendisa. Historia nie jest powiązana z Nieskończonością, ale czyta się ją bardzo dobrze, bo Layman wie, co napędza obie żeńskie postacie. Na deser natomiast wpada jeszcze jeden z numerów humorystycznej serii Rocket Raccoona i Groota – kapitalnie narysowany przez Skottiego Younga.

Album ten nie wprowadza nic do głównej osi fabularnej Nieskończoności, jest słownikowym przykładem zapychacza, dołączonego do większego wydarzenia, zawieszonego w oczekiwaniu przed kontynuowaniem regularnych przygód Strażników. Dziwi też to doprawianie zbioru wyrwanymi z kontekstu pojedynczymi numerami z innych periodyków. Są zabawne, ale bardzo widać, jak przypadkowo tutaj trafiły, a zajmują przy tym połowę albumu. Fani Strażników dołożą ten numer do kolekcji – śledzący Nieskończoność mogą się nad nim jednak zastanowić, mając na uwadze, że i tak czeka ich ogrom lektury kluczowych dla wydarzenia komiksów Jonathana Hickmana.
Radosław Pisula

2 komentarze:

  1. Dzięki! Super recenzja.
    1. Czy są jeszcze jakieś komiksy warte przeczytania przed/ w trakcie nieskończoności?
    2. Czy sa oznaczenia na marginesach - a teraz idziemy na stronę xxx w tomie yyy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      1. Nieszczególnie - najlepsze w "Nieskończoności" są numery Hickmana, który zaplanował całość, czyli główna miniseria, "Avengers" i "New Avengers".
      2. Nie, Wszystkie historie są samoistnymi dodatkami do głównej miniserii, można je spokojnie czytać bez obawy, że ktoś nam nagle każe skakać po innych komiksach.

      Usuń