Tańcząc z komiksami, czyli recenzencki twist #3

20:03 Radosław Pisula 1 Comments

Kolejna paczka z recenzjami komiksów wszelakich. Po bieżni mkną Flash, Profesor Filutek, samurajowie, mutanci z Marvela, Tim i Miki, Łazarze, a za nimi lecą kosmiczne rupiecie.

KOSMICZNE RUPIECIE
Scenariusz: Craig Thompson 
Rysunki: Craig Thompsona 
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy

Craig Thompson to prawdziwy magik narracji, który niczym kameleon potrafi zmieniać styl opowiadania, ale cały czas porusza podobne tematy. Blankets było wiwisekcją własnej tożsamości – powolną, wyważoną autobiografią; Habibi autor również zaczepił w tematach rodzinnych więzi, zespalając opowieść o trudnym dorastaniu z relatywizmem kulturowym. Teraz przyszła pora na wyraźną zmianę poetyki – spokojne snucie opowieści scenarzysta zastąpił gnającą na złamanie karku akcją, a wszechobecną dotychczas w jego dziełach czerń i biel zalała fala żywych kolorów. Przygody Fiolet, rezolutnej dziewczynki poszukującej w kosmosie zaginionego ojca, który na co dzień zajmuje się pozyskiwaniem odchodów gargantuicznych, wszystkożernych wielorybów, które są głównym źródłem pozyskiwania energii, z miejsca kradną czytelnikowi serce swoim urokiem. 

Kosmiczne rupiecie, mimo iż w założeniach przeznaczone dla młodszych czytelników (i stanowiące dla nich idealne wejście w świat komiksu), to naturalna kontynuacja poszukiwań Thompsona – pod kołderką z fantastycznych projektów świata i postaci, gdzie każda kreska robi niezwykłe wrażenie, a kompozycja kadrów oraz ich dynamika są idealnym zastosowaniem nauki ze Zrozumieć komiks McClouda (serio, ostatnio podobne wyczucie w kontrolowaniu uwagi czytelnika, gdy trzysta stron komiksu pochłania się na raz, widziałem w Stwórcy), Thompson przemyca komentarze na temat nierówności społecznych, etosu pracy czy konsumpcjonizmu. Niby prosta opowieść, a jednak szalenie błyskotliwie opowiedziana, wypełniona fantastycznymi postaciami i wspaniale narysowana (zresztą dodatkiem do całości jest osiemdziesiąt stron szkicownika, gdzie w najdrobniejszych szczegółach możemy śledzić artystyczną drogę całego projektu). 

Moc dziecięcej wyobraźni w pełni ukomiksowiona (przez faceta po czterdziestce, co robi tym większe wrażenie) i album wart swojej ceny, bo to jeden z tych tytułów, do których chce się wracać i na pewno nie będzie zbierał kurzu na półce.
Radosław Pisula


PROFESOR FILUTEK 1967-1984
Scenariusz: Zbigniew Lengren
Rysunki: Zbigniew Lengren
Wydawnictwo: Ongrys

Zanim nastały czasy Marka Raczkowskiego, ostatnią stroną „Przekroju” rządził profesor Filutek. Uroczy starszy pan, trochę naiwny, trochę dziecinny, wiele lat spacerował po Krakowie ze swoim nieodłącznym pieskiem. Jego perypetie były takie jak sam bohater – pocieszne oraz lekko absurdalne. Filutek mierzył się z szarą rzeczywistością, przekształcając ją na swoją modłę i modyfikując podpatrzone u innych zachowania.

Przygody profesora są osadzone w konkretnej sytuacji społecznej, jednak trzeba przyznać, że niedostatki doby PRL-u są zaznaczone bardzo subtelnie (wyraźniej widoczne właściwie dopiero w odcinkach z lat osiemdziesiątych). Tak samo jak subtelna jest kreska Lengrena. Odrobinę karykaturalna, odznaczała się delikatnością oraz dynamiką, dzięki czemu te kadry wciąż zachwycają lekkością i w przeważającym stopniu decydują o jakości cyklu.

Humor w Filutku bywa prosty – często bardzo prosty. Niektóre żarty się powtarzają (a nawet część pasków), niemniej komiksy Lengrena wciąż czyta się z dużą przyjemnością. Raczej u nikogo nie wywołają dzikich salw śmiechu, ale zapewniam – po lekturze Filutka każdemu lepiej się zrobi na serduszku.
Jerzy Łanuszewski


FLASHPOINT - PUNKT KRYTYCZNY
Scenariusz: Geoff Johns
RysunKI: Andy Kubert
Wydawnictwo: Egmont

Przygody peleryn z głównego nurtu mają niestety tendencję do wielomiesięcznego utykania w konwencjonalnej rupieciarni i ciągłego przeżuwania tych samych fabuł. Batman tłucze Jokera, Joker ucieka, Batman tłucze Jokera, Joker tłucze Robina, zmienia się Robin, Batman tłucze Jokera… i tak w kółko. Czasami jednak znajdzie się ktoś, kto zamiast prostego skoku na kasę próbuje zabawić się tymi kolorowymi światami, udowadniając, że nadal tkwi w nich sporo potencjału. A nawet jeśli jest on już wypalony do cna, to zawsze można pokazać coś starego, ale w naprawdę świeży sposób. Geoff Johns już od prawie dwóch dekad bawi się tak ze światem DC – wyciągał z niebytu m.in. JSA, Green Lanterna i JLA, a co jakiś czas powraca też zatańczyć z Flashem, który ma zdecydowanie największy potencjał szalonych przygód.

I właśnie tym jest Flashpoint – dosyć kuriozalną opowieścią z serii „co by było, gdyby…?”, która nie skończyła się jednak na jednej historii, a doprowadziła do restartu całego uniwersum. Flash wykorzystuje swoje dziwaczne moce do podróży w czasie, żeby naprawić jedną z największych tragedii w swoim życiu. Niestety, doprowadza tym samym do skrajnych zmian całego świata DC – Batmanem jest teraz zdziadziały Thomas Wayne, który stracił kiedyś żonę i syna, świat został zdewastowany przez zwalczające się armie Aquamana oraz Wonder Woman, a bohaterowie siedzą w podziemiu i boją się wyściubić z niego nos. Zagubiony, pozbawiony mocy Flash będzie musiał naprawić cały ten kosmiczny bajzel.

Siłą Johnsa jest to, że finałowe rozwiązania nie są przewidywalne, a nagromadzenie nagłych zaskoczeń robi wrażenie. Również zabawa w światotwórstwo i tworzenie nowych wersji starych postaci wyraźnie sprawia mu frajdę, co udziela się również czytelnikowi. To maksymalnie widowiskowa, niegłupia fabuła, fantastycznie narysowana przez Andy’ego Kuberta, którą szybko się konsumuje i nie pozostawia uczucia niedosytu. Plus: ciężko nie zadurzyć się po lekturze w świecie Flasha.
Radosław Pisula


OKKO #1 - CYKL WODY
Scenariusz: Hub
Rysunek: Hub
Wydawnictwo: Taurus Media

Nie jestem wielkim fanem samurajskich klimatów. To nie tak, że ich nie lubię, ale ze spokojem znajdę kilka innych konwencji, które cenie zdecydowanie bardziej. I dlatego nie spodziewałem się, iż pierwszy dyptyk serii Okko będzie całkiem przyjemną lekturą. Dosyć nietypowa grupa wędrownych mieczy do wynajęcia, w osobach Ronina (tajemniczego wojownika w masce rodem z teatru Kabuki), wiecznie podchmielonego mnicha oraz młodego chłopaka, wyrusza w poszukiwania porwanej starszej siostry tego ostatniego. Trop prowadzi do tajemniczej wyspy. Autorowi Okko całkiem sprawnie udało się nawiązać do realiów feudalnej Japonii (opowieść dzieje się co prawda na początku dwunastego wieku, ale ma to miejsce w fikcyjnym cesarstwie Pajan). Mamy w tym przypadku do czynienia z przyjemnym komiksem przygodowym. Za rysunki, podobnie jak za scenariusz, odpowiada Hub i w obu przypadkach nie ma się do czego przyczepić. Chociaż cała wyprawa znajduje swoje zakończenie w drugim albumie, stanowi ona dopiero początek wspólnych przygód tej dziwnej grupy protagonistów. Dalszy ich ciąg już za chwilę w kolejnym dyptyku w ramach serii, czyli w "Cyklu ziemi".
Marcin Łuczak


TIM I MIKI - W KRAINIE PSIKUSÓW
Scenariusz: Dominik Szcześniak 
Rysunek: Piotr Nowacki 
Wydawnictwo: Ongrys

Nie jest tajemnicą, że komiks Tim i Miki - W Krainie Psikusów powstał, bo jego twórcy – Piotr Nowacki i Dominik Szcześniak – chcieli stworzyć coś specjalnie dla swoich dzieci. Stąd też pomysł takich, a nie innych imion bohaterów komiksu - wzorowanych na imionach ich synów. Sama historia jest dosyć prosta, chociaż scenarzysta zawarł w niej kilka zwrotów akcji przy których młodzi czytelnicy z pewnością się uśmiechną. Pozwolił sobie nawet rozpocząć ją zaburzeniem chronologii zdarzeń. Autorzy zadbali, by komiks dawał nie tylko zabawę, ale także promował dobre wartości, jednocześnie nie moralizując na siłę. Dodatkowymi smaczkami są także odwołania do popkultury np. do Władcy Pierścieni, ale będą one czytelne głównie dla starszych osób. Kreska Piotrka Nowackiego znakomicie pasuje do opowiadanej historii, a kolory Sebastiana Skrobola idealnie ją uzupełniają. Nowością wobec wersji (która była darmowym komiksem wydanym na jedną z edycji Komiksowej Warszawy) jest krótki short z pewnymi postaciami z głównej historii. Reasumując - ja już wiem z czym mam do czynienia i jestem pewien, że niedługo przeczytam ten komiks wspólnie z córką.
Marcin Łuczak


WOLVERINE I X-MEN #3 - SAGA HELLFIRE
Scenariusz: Jason Aaron 
Rysunek: Pasqual Ferry, Nick Bradshaw 
Wydawnictwo: Egmont

Aaron już w drugim tomie dokręcił śrubę szaleństwa, a tutaj zaliczył swój rekord pod względem bezceremonialnej zgrywy z konwencji. Lwia część akcji dzieje się w szkole Hellfire Clubu, która jest slapstickowym „umrocznieniem” szkoły Xaviera, momentami może zbyt prostackim, ale cały czas angażującym. Szczególnie że w tym tomie błyszczą najbardziej interesujące postacie z całego runu – Idie, Quentin Quaire (kto by pomyślał, gdzie ten typ się odnajdzie tyle lat po New X-Men Morrisona) i Bro. Młodzi mutanci zjadają tutaj na śniadanie klasyczne postacie, chcemy nadal poznawać ich przygody, a to wielkie osiągnięcie w ramach uniwersum, gdzie pierwsze skrzypce zazwyczaj grają bohaterowie mający za sobą kilka dekad komiksowych przygód. Całość to nadal bezpretensjonalne, nieźle wyglądające czytadło. Nie aspiruje do bycia czymś wielkim, ale Aaron nawet ciągnąc zlecenia nastawione na kasę nie potrafi ukryć talentu.
Radosław Pisula


STORM - TOM 2
Scenariusz: Dick Matena 
Rysunek: Don Lawrence 
Wydawnictwo: Kurc

Byłem lekko sceptyczny, gdy okazało się, że wydawnictwo Kurc wybrało Storm na swój debiut wydawniczy. Poznałem go dosyć dawno – jeszcze za czasów nieodżałowanego "Świata Komiksu" – i pamiętam, że nie przekonał mnie za bardzo do siebie. I chyba dlatego tak dobrze mi się czytało nowe wydanie. Chociaż lekturę zacząłem z mieszanymi uczuciami, skończyłem ją z poczuciem przyjemnie spędzonego czasu. Storm to klasyczna historia z kosmicznym herosem próbującym się odnaleźć w nowej rzeczywistości, jaką tutaj jest powrót na Ziemię po wielu tysiącach lat. I jako przygodówka sprawdza się idealnie. Nie przeszkadzają nawet takie archaizmy, jak nieustanne opisywanie w ramkach zawartości kadrów, wysoki poziom patosu, teatralna narracja oraz dialogi, czy też sposób prowadzenia fabuły, którego głównym motywem jest wpędzanie bohaterów w śmiertelne niebezpieczeństwo co 2-3 strony. Pierwszy tom przyjemnie zaskoczył, a drugi potwierdził, że komiks nadal się na swój sposób broni. Czekam na więcej.
Marcin Łuczak


LAZARUS #3 - KONKLAWE
Scenariusz: Greg Rucka 
Rysunek: Michael Lark 
Wydawnictwo: Taurus Media

Pisząc Lazarusa Greg Rucka oparł szkielet całego komiksu na zasadach działania mafii, modyfikując je na swoje potrzeby i zwiększając znacznie ich skalę. Głowy rodzin to Donowie, ich najbliżsi to Capo, a Łazarze są ich najbardziej zaufanymi cynglami. Na upartego można nawet porównać niektórych doradców do mafijnych consigliere. Rucka jest świadomy jaki potencjał reprezentuje sobą ten gatunek i czerpie z niego pełnymi garściami. Doskonale wie jak rozstawić pionki na planszy i którym wykonać ruch. A w tomie trzecim, poświęconym spotkaniu wszystkich rodzin, jest to bardzo dobrze widoczne. Zaś na koniec stawia kropkę nad i, serwując czytelnikowi duży i intrygujący cliffhanger. Nie zawodzi też Lark, dostarczając to, do czego nas przyzwyczaił. A nawet trochę zaskakując w scenie pojedynku Łazarzy, gdzie za pomocą precyzyjnego kadrowania nadał walce odpowiednią dynamikę. Tom trzeci to ponowny wzrost poziomu, a wieść niesie że kolejny album jest jeszcze lepszy.
Marcin Łuczak

1 komentarz:

  1. Co do Flashpointa, to byłem na niego napalony, jak szczerbaty na suchary i jakoś tak zawiodłem się po przeczytaniu. Nie potrafię powiedzieć czego, ale czegoś mi tam brakowało.
    Ostatnio, gdy przeglądałem, co sprzedać ze swoich komiksów, Flashpoint wpadło mi w ręcę, jako kandydat do wymiany na walutę. Przekartkowałem (właściwie to trochę wczytałem się nawet) go jednak i autentycznie wzruszyłem się ostatnią sceną. Koniec końców komiks zostaje u mnie i polecam każdemu. Po to włąśnie czytam te cholerne komiksy :)

    OdpowiedzUsuń