Recenzja: Avengers, tom 1 - Świat Avengers

21:00 Radosław Pisula 5 Comments

Nie ma najmniejszych wątpliwości. Jonathan Hickman jest George'em R. R. Martinem komiksu superbohaterskiego. I nie chodzi tu wcale o zaskakująco wysoki wskaźnik umieralności wśród bohaterów jego historii, ale o ambicję poprowadzenia wielowątkowej, rozbudowanej opowieści, rozmachem i skalą nieporównywalnej do niczego innego. Czuć ją w każdym kadrze i w każdym dymku komiksu Avengers: Świat Avengers, którym od paru dni możemy się cieszyć w polskiej wersji językowej. 

Maszyna Avengers ruszyła

Zanim jednak rozpłynę się nad formą i treścią, kilka słów o tym, co wielu z was pewnie najbardziej interesuje, czyli tłumaczeniu. A tu jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Pojawiają się wprawdzie pewne niezręczności związane z przekładem nazw własnych (jak Kapitan Wszechświat), ale to chyba było nie do uniknięcia. Można mieć też pewne zastrzeżenia do tłumaczenia ikonicznego okrzyku Hulka (smash jako „trzaskać”), zgaduję jednak, że stoi za tym potencjał onomatopeiczny (dźwięki tego, co robi Hulk, można przy odrobinie dobrej woli określić „trzaskiem”). Wielkie brawa należą się za to za przełożenie na język polski wypowiedzi napisanych w kodzie Budowniczych; część postaci porozumiewa się bowiem kosmicznym alfabetem, z którego ściągawka zamieszczona jest na końcu tomu. Wydawnictwo mogło pójść na łatwiznę i pozostawić ich wypowiedzi w wersji angielskiej (wszak obcy język to obcy język), a jednak tego nie uczyniło. Chapeau bas. 

Jeśli chodzi o fabułę i rysunki, to jak wspominałem – Hickman dba, abyśmy na każdym kroku czuli: tu dzieje się coś wielkiego. Zarówno początkowe futurospekcje, obiecujące jakąś wojnę, upadek itd., jak i charakter zagrożeń sprawiają, że rozmach całej opowieści jest wręcz namacalny. Najlepiej jednak widać to na przykładzie samego składu Avengers, którzy zbierają się o świcie, aby stawić czoła nowym, kosmicznym zagrożeniom. Już sama liczba Mścicieli w zespole Kapitana Ameryki i Iron Mana przyprawia o zawrót głowy – jest ich osiemnastu (sic!), a planowany skład ma jeszcze sześć wolnych miejsc. 

 Za liczbą idzie jakość: obok bohaterów znanych z pierwszego filmu o Avengers oraz sprawdzonych weteranów drużyny (takich jak Kapitan Marvel, Spider-Man, Wolverine czy Falcon) mamy szereg zaskakujących decyzji kadrowych, z czego najciekawsze są postacie Hyperiona, Smashera i Kapitan Wszechświat. Na tych herosach i ich historiach skupia się też druga połowa tomu (przepięknie zilustrowana przez Adama Kuberta), pokazująca, że Hickman nie tylko zna uniwersum Marvela na wylot, ale też potrafi się nimi bawić. Choć są to nowe postacie, w pewien sposób nawiązują do swoich poprzednich inkarnacji. Hyperion (marvelowski wariant Supermana) jest już kolejnym – bodaj siódmym – bohaterem o tym imieniu i dzieli ze swoimi poprzednikami szereg cech, od nadludzkich zdolności po umiłowanie praworządności. Smasher – tutaj w wersji kobiecej – to odpowiednik oryginalnego Smashera z gwardii kosmicznego imperium Shi'ar. Kapitanem Wszechświat zostawało natomiast okazjonalnie wielu bohaterów – ze Spider-Manem na czele – tym razem jednak moce Wszechświata spłynęły na straumatyzowaną, leżącą od wielu lat w śpiączce Tamarę Devoux. Innym wyraźnym ukłonem w stronę bogatej historii Marvela jest zaczynające się pod koniec tomu Białe Zdarzenie, nawiązujące do projektu New Universe Jima Shootera i Newuniversal Warrena Ellisa. 

Mamy więc stare i nowe/stare postacie, kosmiczne zagrożenie oraz zapowiedzi kolejnych konfliktów, jakim Avengers będą musieli podołać. To wszystko podlane lekkim patosem, ale też nie stroniące miejscami od marvelowskiego humoru. Cała filozoficzno-kosmoginiczna koncepcja Hickmana została też przełożona w miarę wiernie i zrozumiale, przez co czyta się ten album szybko oraz przyjemnie. A zarazem jest to dojrzały, ambitny i poważny komiks. Dla wszystkich fanów Marvela i Avengers lektura obowiązkowa.

5 komentarzy:

  1. Z tego co kojarzę, koniec tego runu prowadzi to aktualnych Sekretnych Wojen.
    Czy Brody wiedzą co ile będą wychodziły kolejne części i w jakim czasie dogonimy USA?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, historia z bliźniaczych miesięczników Hickmana ("Avengers" i "New Avengers") to potężny i złożony wstęp do "Secret Wars". W tej chwili mamy sześć tytułów z Marvel Now, a Egmont na razie wypuszcza dwa albumy miesięcznie, więc nowe tomy Hickmanów na razie mają ukazywać się co trzy miesiące (ale wszystko może się jeszcze zmienić).

    Oryginalnie "Avengers" mieści się w sześciu tomach (#1-34), a "New Avengers" w czterech (#1-23). Tak w połowie wychodzenia albumów wątki prowadzą do crossoveru "Infinity" (musi się u nas ukazać), a po tym następują cztery tomy historii "Times Run Out", prowadzącej bezpośrednio do "Secret Wars, zbierające wspólnie numery obu serii (A #35-44 i NA #24-33).

    Więc minie dłuższa chwila nim dogonimy USA. Ale na pewno warto śledzić Avengers, bo to najlepsze serie z Now! w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wytłumaczenie.
      Tylko czy dobrze zrozumiałem, najpierw czytamy pierwsze dziewięć tomów Avengers (tom to 6 zeszytów jak w PL?), i dopiero zaczynamy New Avengers, bo od tego momentu się zazębiają?

      Usuń
  3. Ech, nie doczytałem, sześć tomów A i cztery NA. Czyli najpierw czytamy dwa pierwsze Avengers a potem równolegle New Avengers.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, już pierwsze tomy czytamy równolegle. "New Avengers" ma mniej wydań zbiorczych ponieważ "Avengers" wychodziło czasami częściej niż raz w miesiącu i tomów (tak, zbierających zazwyczaj 5-6 pojedynczych numerów) ukazało się z tego powodu więcej.

      Usuń