Przerysowany Pisula #5: Urzekła mnie twoja historia

14:06 Radosław Pisula 0 Comments

Historie przedstawiające genezę superbohaterów – popularne originy – po wielu dekadach od debiutu herosów stały się plagą. Wiadomo, niektóre z nich trzeba uaktualniać, przedstawiać na nowo kolejnym generacjom czytelników. Często jednak doprowadzone jest to zwyczajnie do przesady. Spójrzmy na takiego Spider-Mana: W 1998 roku Marvel chciał zrewitalizować postać Pająka, przez co John Byrne na nowo przerobił wczesne przygody autorstwa duetu Lee/Ditko na łamach Spider-Man: Chapter One (straszny zakalec, ale warto znać, bo jest ślicznie absurdalny oraz pokraczny), już dwa lata później uaktualniono jego origin w świetny sposób za sprawą Ultimate Spider-Man. Mijają kolejne dwa lata, ta sama historia pojawia się na wielkim ekranie w filmie Sama Raimiego. To samo prezentuje nam kreskówka z MTV, nieodżałowany animowany Spectacular Spider-Man czy film Marka Webba (reklamowany sloganem „Nieznana historia”. Taa). Ile razy ten cholerny pająk może kąsać tłamszonego okularnika? 

To cały czas mielenie tej samej opowieści, którą zna każdy, nieważne, w jakim jest wieku. Szczególnie jest to irytujące w filmach, które originy wciskają na siłę do znudzenia – jakby scenarzyści nie mieli pojęcia, że cokolwiek innego poza nimi definiuje bohaterów. Czemu tak mało osób decyduje się na zryw w stylu Tima Burtona, który bezceremonialne wrzucał nas w sam środek zabawy, przedstawiając oryginalną opowieść z Batmanem? 

Na szczęście co jakiś czas zdarzają się ciekawe trawestacje tych skostniałych historii, które przedstawiają genezy w sposób świeży oraz skondensowany. Nie stają się samą historią, a są jedynie dodatkiem, krótką ekspozycją, która przedstawia podstawowe elementy originu, skupiając się na oryginalnej opowieści. Przedstawię kilka moich ulubionych wariacji na temat „narodzin” herosów. 

ALL-STAR SUPERMAN
Grant Morrison przedstawił origin Supermana na jednej stronie, w czterech kadrach i za pomocą OŚMIU słów. Pełna gama emocji, która zostawia miejsce dla oryginalnej fabuły. Snyder w Człowieku ze stali potrzebował do tego kilkanastu minut, tony patosu i bazyliona dolarów. Huh.


DAREDEVIL: THE MAN WITHOUT FEAR
Mój ulubiony komiks, do którego mogę wracać niezliczoną ilość razy. Frank Miller przy pomocy gęstego klimatu i fenomenalnej narracji, rozłożył charakter niewidomego chłopaka oraz jego zaplątany związek z grecką pięknością na czynniki pierwsze, rezygnując praktycznie w całości ze spandeksowej ikonografii. Kostium pojawia się dopiero na ostatniej stronie. Świetny zabieg, niesamowita lektura i tak naprawdę w niewielkim stopniu komiks superbohaterski.


BATMAN: YEAR ONE
Geneza Batmana, która tak naprawdę jest originem komisarza Gordona. Nietoperz odgrywa tutaj rolę pewnej heroicznej kliszy, która zostaje zestawiona z boleśnie ludzkimi problemami twardego gliniarza. Wściekły chłopiec bawi się w przebieranki, a poczciwy stróż prawa musi ułożyć sobie życie w piekle i przeżyć kolejny dzień. Frank Miller znowu bawi się z oczekiwaniami czytelnika, zamieniając komiks superbohaterski w brutalny kryminał. Rok pierwszy był zapowiedzią jednego z najciekawszych okresów w komiksowym życiu Batmana, a ja raz po raz łapię się na tym, że wracam do lektury ZAWSZE z powodu Gordona. 


BATMAN: THE BRAVE AND THE BOLD: "CHILL OF THE NIGHT!"
Niedoceniona kreskówka, która w świetny sposób kumulowała w swoich fabułach praktycznie wszystkie elementy składowe, definiujące fikcyjne życie Nietoperza (nawet tak narkotyczne pomysły jak Batman z Zur-En-Arrh, sprawdźcie). W jednym z króciutkich prologów, Paul Dini (scenarzysta legendarnego Batman: The Animated Series oraz autor jednych z najlepszych komiksów prezentujących przygody Mrocznego Rycerza) sprowadza genezę bohatera do jej podstawowych wyznaczników, tworząc niesamowicie mroczną (jak na serial przeznaczony dla najmłodszych) oraz emocjonalną opowieść: strzał, korale, przysięga, trening, krucjata. I wystarczy. 


5. ARROW: "THREE GHOSTS" (FLASH)
Całkiem świeży przykład z małego ekranu. Jasne, Arrow wygląda momentami jak reklama perfum, gdzie wszyscy są piękni oraz bogaci. Co odcinek scenarzyści udowadniają jednak, jak bardzo szanują materiał źródłowy. Wystarczy zobaczyć świetne wprowadzenie postaci Flasha. Najpierw w dwóch odcinkach do fabuły naturalnie włączono Barry’ego Allena, który z ramienia policji w Central City pomagał w śledztwie. Ze względu na swoje umiejętności organicznie dołączył do zespołu głównego bohatera, a także umiejętnie przedstawiono jego charakter (chociaż cały czas pozostawał postacią drugoplanową). Scenarzyści tych odcinków w subtelny sposób odliczali do finału (w tle wspominany jest sposób, w jaki Allen może otrzymać moce, a także pojawia się kilka błyskotliwych ale fałszywych tropów), który szybko prezentuje nam warunki, w jakich biegacz otrzymuje swoje moce. Wybuch, piorun, chemikalia. Śliczna, minimalistyczna konkluzja, zapowiadająca serial ze szkarłatnym sprinterem. 


6. THE INCREDIBLE HULK
Cała geneza powstania zielonego potwora zawarta została w napisach początkowych. Można? Można. 

0 komentarze: