Broda mężczyznę czyni, czyli owłosione oblicze popkultury

13:43 Outerspace Beards 5 Comments

Dziś gościnnie z brodą Aneta Jadowska - doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, polska pisarka, autorka fantastyki (skopiowane z wiki, ciii). Autorka książek: Złodziej Dusz, Bogowie muszą być szaleniZwycięzca bierze wszystko.

Będzie o brodach. Jako kobieta nie mam możliwości zapuszczenia takowej, a szkoda być może, bo zawsze byłaby to jakaś asekuracja na wypadek bezrobocia, ale śmiem twierdzić, że jako długoletnia miłośniczka bród i od ponad dekady żona brodacza – mam dość kompetencji, by podumać nad zarostem nieco szerzej niż zajmuje westchnienie ‘brody są fajne”.  



Autorka brody nie zapuści i może dobrze, bo wygląda na to, że kobiece brody to jednak nie to – skoro prześliczna 
Salma Hayek nie wygląda z brodą tak dobrze, jak bez niej, widać kobieta brody nie uniesie :)

Broda dodaje natychmiastowo 300 punktów do męskości, dowiedziono tego naukowo i po internetach szwędają się obrazki dowodzące tego niezbicie. 

Cóż, nie można spierać się z nauką – broda dodaje uroku, wąsy sugerują odsiadkę za przestępstwa na tle seksualnym, a gładka twarz przywodzi na myśl dżdżownicę 

Nie tylko w życiu, ale i w popkulturze. Od jakiegoś czasu analizuję sobie w wolnych chwilach obecność bród na ekranie i nie mogę odeprzeć wrażenia, że broda jest rekwizytem więcej mówiącym, niż zagięta i wyblakła fotografia noszona przez bohatera obowiązkowo w portfelu, ale pod ręką, by mógł wyjąć ją przynajmniej raz i szorstkim kciukiem potrzeć wyblakły nieco wizerunek kobiety/dziecka z przeszłości. 
Broda to nie tylko owłosienie twarzowe, nie, uczciwa broda wyraża więcej niż tysiące słów, więcej niż ciasteczko migdałowe otoczone wiórkami kokosowymi, więcej niż trwająca kwadrans spowiedź bohatera w filmie – bo operuje obrazem i skrótem czytelnym już na poziomie podświadomości, więc nie ma ryzyka, że widz się zmęczy, znudzi i odejdzie od odbiornika. Wyobraźmy sobie na chwilę taką scenę: naprzeciw siebie stoi mężczyzna brodaty i drugi – gładko ogolony... Zderza się więc twardy, spluwający ampułkami z testosteronem bohater taki jak Wolverine (baczki też podpadają jako zarost) z zapewne socjopatycznym wytworem kultury, który nie poświęca zbyt wiele uwagi refleksji nad własnym bytem, bo zbyt wiele uwagi zajmuje mu golenie policzków i podbródka. Bo, jeśli wierzyć filmom, mężczyzna, by móc myśleć, by wpaść w nastrój depresyjno-melancholijny, by uporządkować swoje życie ani chybi musi zapuścić brodę. 

Bond wraca z wakacji/zza grobu, a wyraźny zarost na policzkach jasno sugeruje, że „shit is getting serious” i czas na Bonda, który od muskania policzków pięknych kobiet woli pranie wrogów po pyskach!

W kolejnych kadrach jego policzki będą bardziej szorstkie, a spojrzenie ostrzejsze, choć nieco mniej obecne (wszak zagłębia tajemnice istnienia), aż dojdzie do zarostu jakiego nie powstydziłby się Robinson Cruzoe. 

Jeśli do przemyślenia jest sporo, może się to skończyć zarostem „na Cast Away” albo gadającego z niedźwiedziami Wolverine'a...

Względnie jest naukowcem i owa skłonność do używania intelektu poparta jest brodą. Mówią, że broda nie czyni mędrcem – to zdecydowanie nie dotyczy filmów – tam, by uzyskać tytuł doktorski, o profesorskim nie wspominając, niemal obowiązkowo trzeba zapuścić brodę. Najlepiej lekko siwiejącą, pasującą do szpakowatych skroni bohatera.  

Piękna broda pięknego Seana Connery – widać wyraźnie, że Indy wciąż nie jest tak mądry
 jak jego ojciec, który wszak jest profesorem

Wyprowadzanie znaku równości między brodą a intelektem jest w Hollywood dość popularne, ale jeszcze popularniejsze jest konotowanie brody z męskością i lekceważeniem lub odrzuceniem zasad społecznych. Jeśli spotykamy w filmie bohatera wielce brodatego mamy ograniczoną ilość bramek narracyjnych: 
a) Obudził się właśnie ze śpiączki i broda odzwierciedla ilość miesięcy, lat, ŻYCIA, jakie mu przepłynęło między palcami. To dość prosty zabieg pozwalający dyskretnie wprowadzić oś czasu. Taka broda z dnia na dzień nie rośnie, wie o tym każdy, kto próbował zapuścić takową, albo ma męża/chłopaka, który to uskutecznia. O wiele większym wyzwaniem jest pokazanie wybudzającej się ze śpiączki kobiety, bo co? Paznokcie mają jej urosnąć? Włosy o te 3-4 cm, które na podbródku byłyby już niezłym zarostem, a na głowie kobiety są ledwie odrostami. Jeśli bohaterka nie miała dzieci, przepadło – tylko ich bujny wzrost wyznacza jej oś czasową. Z mężczyznami o tyle prościej, że mogą w kilka miesięcy pięknie zarosnąć i już wiesz – ten mężczyzna był wyłączony z życia, spał, więc nie mógł się ogolić. Zaraz to zrobi – obowiązkowa scena z pocieraniem gładkiego już policzka, symbolizująca odzyskanie kontroli, której pozbawił go wypadek i coma. 

Piękny przykład brody będącej skutkiem ubocznym pobytu w szpitalu, kot niejako dopełnia perfekcyjności 
obrazu. Warto zwrócić uwagę na to, że zarost bardzo sprawnie ukrywa to, że Seagal nie ma
 przesadnie rozwiniętej funkcji mimicznej, nie tylko dlatego, że tu śpi :)

b) Mamy do czynienia z kontestatorem, myślicielem, buntownikiem, który brodą swą odgradza się od kultury i tego, co wypada. Jak nic przebywał samotnie w głuszy, na Alasce rozmawiał z niedźwiedziami, w chłodnych Górach Skalistych rozmawiał z duchami przodków, albo wędrował krętymi ścieżkami podświadomości w oparach zakazanych w większości krajów substancji. Względnie biegł przez Amerykę, aż się zmęczył i przestał biec.

Jeśli masz dużo do przemyślenia, albo naprawdę lubisz biegać, możesz wyhodować pokaźną brodę!

Jeśli film jest starszy (lata 70. i 80.) należy wyraźnie odróżnić wąsaczy od brodaczy. 

Wielka rywalizacja na wąsy między Reynoldsem a Seleckiem chyba nie została ostatecznie rozstrzygnięta... choć osobiście oddałabym głos na Selecka – tylko dlatego, że minimalnie mniejszą mam ochotę przyłożyć mu drzwiami w twarz. Wąsy zdecydowanie nie są w moim guście. 

Wąsacz to po prostu twardy i męski facet, niekoniecznie obarczający swe zwoje refleksją. Ta wiąże się z brodą. Widać to po Beatlesach – im dalsi byli od beztroskich chłopców z Liverpoolu, tym bardziej byli zarośnięci. W ich epoce brodom automatycznie towarzyszyły długie włosy. 

Był okres, kiedy brody George’a i Johna były dłuższe niż na zdjęciach, ale wtedy dość regularnie Paul był gładkolicy a Ringo straszył wąsami, więc zostańmy przy tym zestawieniu

Dziś niekoniecznie, chyba że jest się Oliverem Queennem powracającym z piekielnej wyspy, ale wtedy odciąć się należy od tych wspomnień za pomocą maszynki tnącej równo czuprynę jak i brodę. 

W swojej łaskawości wklejam zdjęcie Olivera w wersji cywilizowanej, albowiem każdy kto widział 
Arrow wie, że jego wyspiarska stylówa była szczerze okropna

c) Mamy do czynienia z abnegatem – dilerem, alkoholikiem, hazardzistą, niesłusznie wyrzuconym z policji dzielnym detektywem, który odpuścił na tyle, by spaść podejrzanie blisko dna. Względnie muzykiem czy pisarzem, ale to praktycznie to samo. Ryzyko, że oprócz brody na ekranie zagości także przepocony biały podkoszulek typu tank-top i wypita do połowy butelka taniej whiskey – kolosalne. 

Brad Pitt w „Prawdziwym romansie” ze swoją brodą, plastykowym misiem-bongo i mało przytomnym spojrzeniem jest uosobieniem zarośniętego abnegata. Dla równowagi pisarską brodę, świadczącą ani chybi o niesfornym podejściu do zasad i umiłowaniu ostrej zabawy jest ten oto bohater (doceńmy proszę, jak wrażliwym narzędziem kreacji jest broda, milimetry  i mogą powstać niejasności w odbiorze wizerunku...)

d) Jeśli zarost jest niewielki, ledwie czerni się szorstko na policzkach jak nie pokazując palcami u Johna McClane’a to z jednej strony rozsądnie możemy założyć, że oto obywatel nieco na bakier będący z regułami, buntownik funkcjonujący społecznie nierzadko dzięki ironicznym ripostom na zarzuty pod własnym adresem, z drugiej zaś Facet przez bardzo duże F. Zadzierasz na własne ryzyko i nie pomoże ci nawet niemiecki akcent (zwłaszcza w amerykańskim filmie) ani to, że jesteś Alanem Rickmanem z brodą, zarost Johna jest zbyt zajebisty, by jego wrogowie mieli cień szans. Zwierzę drzemie mu pod skórą i tylko czeka, by je wypuścić, a nim to nastanie sygnalizuje swoją obecność trzydniowym zarostem.

Jeśli John był tak niebezpieczny z trzydniowym zarostem, wyobraźcie sobie, co by było, gdyby miał już brodę!
Obecnie panuje miła dla oka moda na brody. Na wybiegach największych projektantów czy w reklamach sieciówek coraz liczniej występują brodaci modele. To naturalna sinusoida – odwrotności wymuskanego, metroseksualnego chłopaczka, będącego ucieleśnieniem trendów w ostatnich latach, jest brodaty drwal, niesforny w swej witalnej męskości, naturalny, dojrzały. I choć przeszłość czy doświadczenie zawodowe niektórych modeli bywało kwestionowane (jak w przypadku pięknej wizualnie kampanii Bytomia, gdzie model okazał się gwiazdą gejowskiego porno, co wzburzyło krew niektórym), to nikt nie kwestionował urody, w tym wspaniałej posiwiałej brody Aidena Showa. 

Broda, która sprawiła, że autorka stała kwadrans przed sklepem Bytom i pasła oczy urodą modela

Powoli broda trafia w gusta większości i w brukowcach pod zdjęciem zarośniętego aktora coraz rzadziej trafiają się komentarze o oszpecaniu się dla roli czy sięgnięciu dna w narkotycznym cugu. Patrzę na to z przyjemnością i czekam, aż brody znów podbiją ekran – bo ostatnim dziesięcioleciu było ich znacznie mniej niż w poprzednich dekadach. Może broda dla obecnego dziesięciolecia będzie jak wąsy w latach siedemdziesiątych – wyznacznikiem męskości. Na razie nieśmiało, ale zauważalnie. Wolverine nie jest już jedynym zarośniętym superbohaterem, ładnie to widać po Avengersach. Broda Thora jest króciutka, ale zmienia młodocianego surfera w atrakcyjnego faceta, broda Tony’ego Starka jest zadziorna i świetnie oddaje jego charakter playboya... Nick Fury nosi elegancką bródkę, która podkreśla jego milczącą i twardą obecność, z którą się trzeba liczyć. Od razu widać, że ta trójka mniej ma szacunku do zasad, niż taki gładkolicy Kapitan Ameryka. (Loki jest wyjątkiem, bo jest wyjątkowy, to bezdyskusyjne :) )

Tumblr dostarczył mi wizualizacji Lokiego z brodą... i jakkolwiek nie twierdzę, 
że jest mu źle, bo Tom Hiddlestone jest genetycznie niezdolny do tego, by 
wyglądać źle (straszna choroba, naprawdę) to jednak w tym jednym przypadku 
uważam, że brak brody jest dobrym pomysłem. Choć wciąż miło popatrzeć 
na Toma z brodą. 

Niewątpliwie dużą rolę w kreowaniu mody na brody odegrał serial „Sons of Anarchy”, gdzie bród nie mają tylko Tara i Gemma i doprawdy, w chwilach, gdy scenariusz brnął w coraz trudniejsze do zniesienia rejony (wariacje na temat „jak bardzo można spierdolić, by wpakować się po uszy w gówno, z którego nie wyjdziesz żywym”) to przyjemność oglądania tak różnorodnych form zarostu pozostawała niezmienną. 

Osobiście wciąż łkam za brodą Oppiego, której już z nami nie ma. Oppie odszedł z nią, 
bo bez niej nie byłby już Oppim, którego kochamy. 

A po Hobbicie może być tylko bardziej włochato, zwłaszcza że nagle krasnoludy zrobiły się sexi (przysięgam, nie sądziłam, że tego doczekam). 

Najbardziej włochaty film w historii (a na zdjęciu nie ma nawet Gandalfa!). 
Śledząc Internety dochodzę do wniosku, że seksowność krasnoludów mierzy się brodą, 
ale o dziwo, im krótsza tym seksowniejszy – stąd Torin i Kili zgarniają większość fanek. 
Fili trochę mniej, to pewnie przez te warkoczyki z wąsów. 

Bo broda to nie tylko męskość, ale i (sięgając po angielskie słówko) attitude. To włochaty skrót myślowy. Nawet Schwarzenegger zapuścił brodę, jakby mięśni było nie dość, by pokazać, że z nim nie ma żartów. A jeśli Arniemu podskoczył poziom męskości dzięki brodzie, pomyśl, co broda może zrobić tobie? 


Jeśli wciąż nie jesteś przekonany, że zapuszczenie brody to coś, co powinieneś koniecznie zrobić (lub przynajmniej spróbować zrobić), posłuchaj najbardziej brodatej kapeli ever, czyli The Beards, którzy śpiewają... cóż, głównie o brodach :) 



Więcej o brodatych filmach, typach bród filmowych i innych włochatych ciekawostkach: www.moviebeards.com

Aneta Jadowska

Zdjęcie Anety wykonał Przemysław Bednarczyk.

5 komentarzy:

  1. Ten odcinek stał pod znakiem literki B jak Broda, jest szansa na odcinek W jak Wąsy ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy okazji Hobbita jako ciekawostkę należy dodać, że tylko Thorin, Kili i Fili (który miał tylko doczepiane wspomniane warkoczyki) mogli na potrzeby filmu zachować swoje "naturalne" brody. Reszta aktorów została niejako zmuszona do noszenia sztucznego twarzowego owłosienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Taka porządna broda jest całkiem spoko, na pewno ją wolę niż kilkudniową szczecinę która strasznie drapie :/ Także z drugiej fotki bym wybrała full zarost, tylko że sam na twarzy bo te kłaki na klacie wyglądają co najmniej zabawnie :) Oczywiście co kto lubi, ale mój facet od razu dostał przykazanie żeby sobie sprawił jakiegoś bodygrooma i się ich pozbył szczególnie że po domu raczej lubi chodzić bez koszulki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy wpis :)
    Ale nie ma nic o brodzie kpt Jacka Sparrowa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to mawiała moja dziewczyna "Nie masz brody, nie idę z tobą do łóżka." :D
    Tekst jest świetny (bo jak coś co tyczy się brody może nie być świetne ;) )
    A jako ciekawostka The Beards mają właśnie europejską trasę koncertową (niestety polski nie na na uch mapie :( ) więc przy odrobinie nakładu można obcować z czystą brodatą energią ze sceny :)

    OdpowiedzUsuń