Branscombe Richmond - Człowiek. Mit. Legenda. Bobby Sixkiller.

19:44 Radosław Pisula 2 Comments

Ten wpis ma tylko jeden cel. Przypomnienie wszystkim niewiernym, o najważniejszym człowieku, jakiego wydało na świat współczesne kino. Przez wielki ekran przewijały się zawsze wielkie nazwiska – Marlon Brando, James Stewart, Al. Pacino, Tom Atkins. Kto nie zna tych monumentalnych bogów, kroczących pośród ludzi? Nikt jednak nie zrobił dla przemysłu tyle, co Branscombe Richmond. Cichy bohater, etniczny gladiator, który niczym przepełniona testosteronem żmija, owinął wokół siebie umysły widzów i zrewolucjonizował współczesne kino.


Kto nie pamięta jego cwaniakowania w Magnum P.I.?

Fenomenalnego występu jako "artylerzysta #2" w Star Trek III: W poszukiwaniu Spocka?


Znakomitej roli w przekultowym Commando?


Kosy z Seagalem w Wygrać ze śmiercią?


Dzikości w Żelaznym Orle 3(seria, która smakuje niczym ambrozja).

Stąd wzięło się znane powiedzenie "Dziki jak Branscombe".


Zaklinania ekranu w Królu Skorpionie?

Zagrać z The Rockiem. Więcej w aktorstwie osiągnąć się nie da.

Bycia w Chłopaki też płaczą?


I co najważniejsze, jako wzięty kaskader odwalał szalone akrobacje w Cobrze ze Slayem oraz Władcy zwierząt 2 z Władcą zwierząt. Richmond grał wszędzie. Możecie go nie pamiętać, ale wasze umysły na pewno mają zakodowane jego błyskawiczne występy na przykład w Nemesis, Powrocie Batmana, Szalonym Jacksonie, czy Surferce z charakterem.


Jednak naprawdę przełomową rolą była dla była dla niego postać Bobby’ego Sixkillera z serialu Renegat. To właśnie tam Richmond pokazał nam, że można mieć wszystko: pieniądze, kochaną rodzinę, dobrych przyjaciół, życie na najwyższym biegu, plerezę - zapładniającą wszystkie kobiety znajdujące się w promieniu dwóch metrów od jego muskularnego ciała - i styl. Tak, Bobby był ucieleśnieniem stylu – zabawny, dobrze ubrany, przenikliwy. Mężczyźni chcieli nim być, kobiety chciały z nim być, on chciał być w kobietach. Zawodowy łowca nagród, szef Sixkiller Enterprises (!) i brat swojej siostry, który dodał "s" do Lamas. 


Przypomnijcie więc sobie Bobby’ego Sixkillera. Teraz.


Jedynego człowieka, będącego w stanie pomóc glinarzowi i to dobremu gliniarzowi, którego jedynym błędem było zeznawanie przeciwko skorumpowanym kolegom z policji, którzy za to postanowili go zabić. Ofiarą padła jednak kobieta, którą kochał. Wrobiony w morderstwo, wyjęty spod prawa, ścigany jak zwierzę, sam stał się myśliwym, łowcą nagród... i Renegatem. Ludzie pamiętają Reno Rainesa, ale kim byłby bez Branscombe Richmonda?! NIKIM!

2 komentarze:

  1. Żyje, ale zniknął z ekranów i warto przypomnieć, jak kiedyś zaklinał szklany ekran. Bo dzisiaj niestety nie dostaje już konkretnych ról i gryzie celluloidową ziemię - sam czekam na kolejnego "Żelaznego orła" ;)

    OdpowiedzUsuń