Recenzja: The Strange Talent of Luther Strode

16:30 Radosław Pisula 0 Comments


Na łamach portalu artPAPIER wylewam swoje przemyślenia na temat pierwszej części trylogii Justina Jordana i Tradda Moore'a: Rozterki wieku dojrzewania, komiksy, Spider-Man, Michael Myers, wielkie tajemnice enigmatycznych stowarzyszeń, bardzo dobre rysunki oraz hektolitry przelanej posoki? A wszystko to sensowne oraz intrygujące? Polecam, bo rzadko zdarza się, że komiks superbohaterski dostaje tak siarczystego kopa w swoje podstawy.



Każdy zna historię „narodzin” Spider-Mana. Peter Parker – szkolne popychadło z nosem zanurzonym w książkach – zostaje pewnego dnia ukąszony przez radioaktywnego pająka. Zyskuje niezwykłe moce, upaja się nimi, aż w końcu jedna egoistyczna decyzja na zawsze zmienia jego życie. Z winy chłopaka ginie wujek Ben – moralny kompas Parkera. Bohater uczy się w końcu, że z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Postanawia więc wykorzystać swoje umiejętności do szerzenia prawa oraz porządku, zostając jednym z największych herosów, jakich widział świat. 

Co by się stało, gdyby taka niezwykła moc trafiła do chłopaka, który został pozbawiony „klasycznego”, opartego na empatii wychowania? Jeśli zastąpilibyśmy poczciwych, dobrodusznych staruszków zastraszoną matką oraz podłym ojcem kryminalistą? Do czego zdolny byłby taki młodzieniec? Jak wykorzystałby niezwykłe umiejętności? Czy dzieciaki wychowane przez popkulturę mają jeszcze szanse działać w imię dawnych wartości? 

Czytaj dalej

Plus kilka grafik:





I zapowiedź Legendy Luthera Strode'a, o której też coś napiszę za jakiś czas:

0 komentarze: