Przerysowany Pisula #1: TM-Semic powstrzymało Władcę Murów!

13:12 Radosław Pisula 18 Comments


Wolna Polska skończy w tym roku 25 lat. Jak najlepiej uczcić tą rocznicę? Oczywiście poprzez wspominanie największego osiągnięcia naszego państwa, czyli sprowadzenia na rodzimą ziemię jankeskich opowieści obrazkowych pod szyldem TM-Semic. A jeszcze lepiej, gdy zrobi się to z użyciem najlepszego tłumaczenia w historii polskiego komiksu – przed wami Spider-Man 2/90 (wydany jeszcze przez spółkę Codem, zanim ta ewoluowała w TM-Semic), w którym nikt nie powstrzyma… WŁADCY MURÓW!

Pierwsza połowa lat 90 w naszym kraju, to dla dzieciaka spełnienie marzeń. W kioskach zaczynają zalegać kolorowe zeszyty, z okładek których łypią na czytelnika Pogromca, Superman, Batman, Spider-Man, a nawet Alf i Barbie (na szczęście lalka, nie Klaus). Wizualny orgazm, narracyjna maestria. Taki szczyl jak ja wertował te zeszyty i przenosił się w kuriozalne światy, gdzie ludzkość – nauczona już przez Zaratustrę Nadczłowieka, a co! – zmagała się z niewyobrażalnymi zjawiskami: Superman rozpracowujący Intergang! Batman i Szczurołap! Punisher kontra V.I.G.I.L.! Tłukący się członkowie korpusu Green Lantern! Superman-Rambo, pozbawiony pamięci, baraszkujący z dziką kobietą o ponętnych kształtach?!

Tak było


Magia. Niewiele komiksów może się jednak równać z historią, którą opublikowano w drugim polskim numerze „Spider-Mana”. Oryginalnie Nothing Can Stop the Juggernaut!, opowieść napisana przez legendarnego Rogera Sterna (który tworzył większość najważniejszych tytułów Marvela), z rysunkami równie popularnego Johna Romity Jr'a (który wtedy zrzynał z ojca aż miło), pojawiła się na łamach The Amazing Spider-Man #229-230 w 1982 roku. Jeśli ktoś mnie zapyta o komiks, który wyraźnie definiuje postać Pająka, to z miejsca wymienię właśnie ten. Chłopak z sąsiedztwa robi na jego kartach WSZYSTKO, aby powstrzymać dużo silniejszego od siebie wroga, nie zważając na własne bezpieczeństwo. Potłuczony jak dobre mięso, ratuje Madame Web, po czym wraca do swojego telenowelowego życia i dalszych poszukiwań pieniędzy na czynsz (bo o tym właśnie tak naprawdę zawsze były komiksy ze Spiderem. Bardziej życiowe problemy niż u Steinbecka). Lepszą historią pod względem bezinteresowności oraz dramatyzmu, jest chyba tylko The Final Chapter z The Amazing Spider-Man #33, gdzie Stan Lee każe superbohaterowi przez pół numeru podnosić na barkach połowę rozwalonego laboratorium Doctora Octopusa. Warto znać obie historie.

Opowieść Sterna o starciu z Jugg… Władcą Murów, zyskuje jednak całkiem nowy wymiar pod batutą polskiego tłumacza. Sławomir Kaznowski przetłumaczył jedynie pierwsze numery serii, ale dla mnie stał się prawdziwą gwiazdą komiksowego rocka. Trzeba pamiętać, że były to całkiem inne czasy. Komiksy były tłumaczone w pośpiechu, język angielski tak naprawdę dopiero nieśmiało mrugał okiem w stronę Polski, tekst musiał mieścić się w dymkach, a marihuana prawdopodobnie była przez chwilę legalna. Inaczej nie można wytłumaczyć szalonej zabawy słowem, jaką tłumacz zaserwował czytelnikom. Niech obrazy mówią za siebie. Jak powiedział znajomy - "co dymek to one-liner".

Wszystko zaczyna się od telefonu Magicznej Wróżki Web, która, niczym Yoda, oznajmia Parkerowi, że niedługo na dzielni rozpęta się konkretna draka i polecą głowy. A dokładnie jeden łeb. Dodatkowo kobieta uroczo naśladuje odgłos odkładanej słuchawki.

W innym miejscu okazuje się, iż kobietę chce zgarnąć Czarny Tom Cassidy. Jego pomocnik, Czarny Mroczny Władca Murów, rusza po kobietę na pieszo. Z nudów.

Idąc wesoło przez Nowy Jork, przedstawia czytelnikowi swoją historię. Fajnie mu.
Spider-Man próbuje zatrzymać go na kilka sposobów, nie ma jednak szans z... WŁADCĄ MURÓW! I jego manierami prosto z Downton Abbey.
Nie ma bata, trzeba dzwonić po posiłki! Pierwszą myślą Wróżki Web jest oczywiście Pogromca, w niezwykły sposób przypominający całą drużynę Avengers. Ale nikogo nie ma. Tragedia! W tym momencie czytelnik pragnie zobaczyć walkę Punishera z Władcą Murów.
Spider-Man, widząc, że kobieta jest zamotana jak kłębek włóczki, samotnie postanawia znaleźć sprzymierzeńców. Wpada do Doctora Strange'a, gdzie z miejsca zaczyna przeklinać i obrażać Wonga. Emocje wzięły górę nad tłumaczem! Dowiadujemy się, że Władca Murów za mocny i trzeba zgłosić się do X, którzy mają problemy z określeniem czy są bytem pojedynczym, czy mnogim.


W tym czasie pędzący jak lokomotywa Władca, jest zawiedziony poziomem miejscowej policji. A przecież nie dał się pokonać nawet Hulkenowi! Nie wie jednak, że policjanci również walczyli kiedyś z Niesamowitym Hulkenem. To najdzielniejsi policjanci, oddział podlegający chłopakom z Kriss Kross.

W końcu dociera pod mieszkanie Web, gdzie czeka już Spider-Man. Teraz przygotujcie się na najlepszy pojedynczy panel w historii komiksu. Magiczny one-liner.

Niestety, Spiderowi nie udaje się uratować kobiety na czas. Parker, jak to Parker, musi oczywiście za wszystko winić siebie - wszyscy pamiętamy, że wcześniej nie ocalił Gwena i stryjka! Dodatkowo mamy nadzieję, że facetka wyżyje.

Parker postanawia w końcu zamordować Władcę!

Przeciwnik jednak atakuje! Przy okazji z grzeczności wyręcza Spidera przy odpowiedzi. Konkretny złoczyńca.

Tom zauważa walkę!
Nie może być! Na kocie?!
W końcu Parker przestaje być miłym gościem i wjeżdża we Władcę cysterną z benzyną. Whoa!

Niczego to jednak nie dało. Wracamy do żartów! Dobre!

Walka trwa! Parker żąda szacunku! Dodatkowo martwi się o przeciwnika.

Nareszcie, bohater odkrywa jedyną słabość Władcy Murów: Cement! On kiedyś jednak wylezie, o!

Tak własnie kończy się starcie z Mrocznym Czarnym. Lepszego przekładu komiksu znaleźć zwyczajnie nie można. 

Ale żarty żartami, a ja dziękuję całej redakcji za kawał dzieciństwa. Semic na zawsze w serduszku! Pogromca, Ważniak, Śmiałek, Wodnik, Troll, Hulken. Historia!

A co pojawiło się w następnym numerze? HA! 10/10

Jako bonus kilka grafik z oryginalnych numerów. Pięknie zredukowano w naszym wydaniu te ściany tekstu i pozostawiono samo mięso. Albo dodano własne rzeczy. Licentia poetica.






18 komentarzy:

  1. Nie u nas, tylko w Szwecji. Polacy tłumaczyli to przez licencjodawcę dla nas, czyli Codem. Stąd np. takie kiksy jak "Hulken" bo tak się Hulk w Szwecji nazywał (Szwedzi dodają różne drobiazgi do rzeczowników, tak jak Niemcy mają te swoje der die das). No a kiksy w stylu Gwena Stacy'ego wynikały stąd, że w 1990 nie było Wiki i jak ktoś nie siedział w komiksach, to nie miał prawa wiedzieć. To akurat fakap redakcji, i też nie naszej, ale nadrzędnej.

    Nie zmienia to faktu, że tłumaczenia w Semicu wcale nie były dobre. I z biegiem czasu nie poprawiły się aż tak drastycznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, dzięki za informacje. Hulken z miejsca pachniał wikingiem, więc nic dziwnego, że takie ma korzenie. Pamiętam jeszcze jak Marcin Rustecki opowiadał, w jakim pośpiechu składano niekiedy numery - trzeba docenić całość dokonań, bo ogólna sytuacja i polski rynek wcale im nie pomagały.

    I racja, później również zdarzały się kwiatki, ale do poziomu pierwszych numerów i tak było im daleko ;]
    https://imagizer.imageshack.us/v2/179x667q90/c/835/5k1t.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Władcę Murów pamiętam, toż to klasyka. A osbornowy obrazek zamieszczony przez szanownego autora to z którego numeru? Bardzo chcę znaleźć kontekst i oryginał. ;)

      Usuń
    2. "Spider-Man" 10/93 ("Spectacular Spider-Man" #189-190) - fenomenalna opowieść z Harrym Osbornem, autorstwa J.M. DeMatteisa i Sala Buscemy. Tu wersja polska oraz oryginalna:
      http://imagizer.imageshack.us/v2/1600x1200q90/542/6xz9.jpg
      http://imagizer.imageshack.us/v2/1600x1200q90/203/4r3o.jpg

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Dziękuję za błyskawiczną odpowiedź. A zajmiesz się kiedyś niesławną Clone Sagą? Bo ja ostatnio wróciłem do tego po latach, momentami tak złe, że aż dobre. ;) No i Kaine pozostał tak fajny, jak go zapamiętałem z dzieciństwa.

      Pozdrawiam, H.

      Usuń
    4. Zajmę. Szczególnie, że do dzisiaj Scarlet Spider, to jeden z moich ulubionych bohaterów. Szkoda, że "brat" Parkera - wątek fabularny, idealnie wpisujący się w telenowelowe ramy komiksów ze Ścianołazem - został zaprzepaszczony.

      Zresztą cała Saga ciągnie się do dzisiaj. Niedawno wydana została miniseria "Spider-Man: The Clone Saga", w której De Falco prezentuje swoją oryginalną wizję całej historii, a Kaine dostał swoją, zamkniętą niestety już serię, zatytułowaną: "Scarlet Spider". Trzeba wrócić do przeszłości :)

      Usuń
    5. Dla mnie mistrzem tłumaczeń TM-Semic był Darek Matusik. "Raiders od the lost temple" (pojawiająca się gdzieś tam parodia pierwszego dr Jonesa") stała się u niego "Jeźdźcami ostatniej świątyni". Po tym ciosie nie podniosłem się do dzisiaj.

      Usuń
  3. Popłakałem się ze śmiechu. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwicie się, że "suck an egg, Juggy" nie przełożyli na "ssij jajka, Juggy"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej: "Ssij jajka, Władco!" - Władca Murów, najlepszy pseudonim w historii!

      Usuń
    2. Najwspanialszy! I jaki zmyślny! Władcy każdy mur się pokłoni!

      Usuń
  5. Świetne! Najlepszy chyba: "czy facetka wyżyje"? :D
    Pozdrawiam.
    Zakrza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. TM-Semic, najszczęśliwsze lata mojego dzieciństwa:) Do dzisiaj posiadam wszystkie komiksy z tamtego okresu, a zbierałem prawie wszystkie serie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany, przeglądając te plansze przypomniałem sobie co czułem wtedy czytając te numery jako dzieciak. Przedziwne. Już wtedy zastanawiałem się co jest grane z tym tłumaczeniem i doszedłem do wniosku, że superamerykańskie komiksy mimo całej swojej fajności są po prostu głupsze niż to co znałem do tej pory. Obawiam się że poziom tekstowy mógł wpłynąć na odbiór komiksu o superherosach przez wielu ludzi, którzy w tamtych czasach z czystej ciekawości wzięli go wtedy do ręki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ps. Zdałem sobie sprawę, że wciąż jestem dzieciakiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamietam to do dzis moj pierwszy komiks tm-semic.Mialem 9 lat,lipiec 90', z wypiekami na twarzy sledzilem kazda strone. Pamietam jak wyblagalem mame o to by mi kupila ten wlasnie zeszyt,przed kioskiem ruchu. Pierwszego numero nie dostalem bo mialem wtedy szlaban..he he, ale to byla frajda. Kazdego miesiaca z kumplem z podworka koczowalismy przed kioskami z osiedla bo nie kazdy byl zaopatrzony...mam do dzis spora kolekcje, i niemal kazdy z pierwszych batmanow spidermanow itd pamietam prawie kazdy kontekst w ktorym sie je kupowalo i czytalo. Eh to byly czasy..Tm-Semic i guma Turbo!

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze uważałem że Władca Murów to bardzo kreatywne tłumaczenie wyrazu który jest nieprzetłumaczalny. Nie wiem czy ktoś pamięta, że w filmie X-Men 3 tę postać nazwano Tir (od ciężarówki), w każdym razie w wersji kinowej. A 'idź się powieś' też bardzo dobrze wpisuje się w repertuar odzywek Spidera.

    OdpowiedzUsuń