LEGO: Marvel Super Heroes

11:07 Robert Sienicki 0 Comments


Nie kryję - jestem wielkim miłośnikiem klocków Lego i kreatywności ichniejszych projektantów, zresztą wystarczy jeden rzut oka na mój pokój wypełniony figurkami i zestawami. Kiedy przychodzi czas na wybranie pomiędzy dwiema grupami amerykańskich superbohaterów to bez dłuższego zastanowienia wskazuję na nowojorczyków z Marvela. Nic więc dziwnego, że z otwartymi ramionami przywitałem w domu nową grę zbudowaną z przeuroczych klocków.



"LEGO: Marvel Super Heroes" nie jest grą idealną. Wiadomo, ma swoje wady, bugi, dzielenie ekranu wciąż woła o pomstę do nieba (czasami podczas multiplayera traci się cenny czas, biegając dookoła, aby ustawić kamerę w wygodnej pozycji, żeby nie zasłaniała nam istotnego elementu), a zbieranie monet podczas skoku z Helicarriera jest zawsze utrudniane przez drugą figurkę (nawet gdy gramy pojedynczo). Z początku ciężko jest też ogarnąć sterowanie, bowiem każda z postaci posiada inne moce i inny styl walki, przez co większą część pierwszej misji spędzamy na biernym obserwowaniu, jak nasz bohater zamienia się w garść malutkich klocków. Tak prezentują się wady. Znajdzie się ich zapewne więcej, jeśli człowiek poszuka głębiej. Ja nie szukałem, gdyż skupiłem się na tym, co bardziej istotne – zabawie. "LEGO: Marvel Super Heroes" jest wręcz typową gierką firmowaną logiem duńskiej firmy. Mamy figurki, różnorodne etapy, rzeczy do zniszczenia, pieniążki do zarobienia i postacie do oblokowania. Skoro coś działa, to po co to zmieniać? W każdą z gier z serii tnie się równie dobrze, a zmiana otoczenia i bohaterów to bardzo przyjemne odświeżenie, bo kto nie chciałby zobaczyć swoich ulubionych postaci w Lego!? (pytanie retoryczne) Zaskoczeniem było jednak dla mnie, jak szybko skończył się tryb fabularny. Ledwo co zacząłem ogarniać klawisze i opanowałem sterowanie latajacym Iron Manem, a już wyskakuje walka z finałowym bossem. Cóż, jak to się mówi: było miło, ale szybko się skończyło. Zerkam na procentową informację o ukończeniu gry i widzę, że tryb fabularny to zaledwie 15%. I teraz zaczyna się prawdziwa zabawa! 


To, co otrzymujemy po ukończeniu trybu fabularnego urzekło mnie w tym tytule najbardziej. Tryb dowolny "LEGO: Marvel Super Heroes" to praktycznie klockowa odpowiedź na GTA. Mogę tu robić większość rzeczy, które zwykle robiłem w tamtej grze (poza biciem prostytutek. Smutek.) tylko tym razem w uroczym wydaniu. Ogromna mapa świata, bardzo dużo postaci do odblokowania i cała masa małych i dużych misji pobocznych. Mówiąc krótko: prawdziwa masa zabawy i zero momentów nudy. Przynajmniej dla mnie, bo gdy jestem znudzony misjami, to z chęcią podkradam jakiś samochód i jadę zbierać pieniążki, które wpadaja mi na konto po tym, jak uderzam w uliczne lampy. Właśnie dlatego świat LEGO jest piękniejszy od prawdziwego, w którym po uderzeniu w słup kasa z konta zwykła znikać. 

Nie ma co się rozpisywać dalej. Jeśli grało się w jedną chociaż gierkę LEGO, to wiadomo czego od najnowszej odsłony można oczekiwać. Wystarczy po prostu wybrać z półki sklepowej tę część, której bohaterowie są najbliżsi waszemu sercu (a jest w czym wybierać, bo zklockowani zostali już m.in Piraci z Karaibów, Harry Potter, bohaterowie DC czy postacie z "Władcy Pierścieni") i dać się porwać zabawie. Co zamierzam zrobić za chwilę, bo wczoraj odblokowałem minifigurkę Superior Spider-Mana, a przede mnę jeszcze 80% gry do odblokowania. Zacieram rączki.

Excelsior!

0 komentarze: