Jądro ciemności

14:51 Radosław Pisula 1 Comments

Podczas przeglądania starych zdjęć, przypadkowo, po raz kolejny, spojrzałem prosto w czeluście piekielne. Na chwilę, ukradkiem. Coś się we mnie zmieniło. A skoro już prowadzę bloga, to podzielę się tym widokiem z innymi – nie ma lepszego rozwiązania. Podobno już Freud latał za Jungiem, pokazując mu zdjęcia golusieńkich Ego i Id. Prawdziwa historia, a także powód zerwania ich przyjaźni. I nie wspominam o psychoanalitycznych akrobacjach kultowych włochaczy bez powodu, gdyż to, co za chwilę ujrzycie, nie mieści się nawet w głowie Davida Lyncha.

Najpierw kontekst. Bez niego przedstawianie jakiejkolwiek sytuacji staje się najczęściej dziwaczne oraz podejrzane. Złe słowo lub zdjęcie z niego wyrwane i już, klękajcie narody, trzeba się kajać, tłumaczyć. Co jest zazwyczaj oczywiście na plus, zabawne i w ogóle ucieka z Nowego Jorku. Ale nie w tym wypadku.

Podczas przedświątecznych zakupów w jednym z dużych supermarketów, którego nazwy nie wymienię (REAL), razem z dziewczyną natrafiliśmy w przecenowym koszyku na takie coś. Drżyjcie:

Whoa


 chce się zapytać, co projektant miał na myśli. Niby są to nakładki na chusteczki higieniczne, jednak ta informacja tylko komplikuje sprawę. Czemu ktoś chciałby wyciągać kawałki papieru z wypełnionych botoksem ust niemowlaka?! Który dodatkowo wygląda przez to tak niepoprawnie politycznie, że sprawia, iż filmy D.W Griffitha, większość wczesnych produkcji Disneya, a nawet Al Jolson w Śpiewaku Jazzbandu, wydają się walczyć z Apartheidem. I czemu inne szkraby leżące obok mają świńskie ryje? CZEMU?!


To jest złe na tak wielu poziomach. Lynch over 9000.


Ktoś gdzieś teraz pewnie smarka w chusteczkę, która przeszła przez usta tego berbecia. Wyszarpaną razem z jego marzeniami i niewinnością!


1 komentarz: