Doctor Who, Peter Capaldi, Oscar i Franz Kafka

15:36 Radosław Pisula 0 Comments


Matt Smith całkiem zgrabnie pożegnał się z Whoniverse. Jedenasta inkarnacja Doktora regenerowała w Dwunastą, legitymującą się aparycją Petera Capaldiego. O nowym protagoniście nie da się powiedzieć jeszcze nic konkretnego, oprócz tego, że w ciągu kilkunastu sekund z gracją podkrada widownię swojego poprzednika. Sprawił, że z ciekawością czekam na jego dziewicze przygody – szczególnie, że dwa pierwsze epizody nowej serii wyreżyseruje utalentowany Ben Wheatley (odpowiedzialny m.in. za Kill List, za pomocą którego sprowadził na nowo do brytyjskiego kina klimat znany z horrorów studia Hammer).



Capaldi jest cholernie dobrym szkockim aktorem, który jednak nigdy nie miał tyle szczęścia, żeby – jak inni jego rodzimi rówieśnicy – zalśnić pełnym blaskiem w Hollywood. Brakowało mu zawsze jakiejś przełomowej roli, która odkręca kurek z nowymi angażami – Alan Rickman przypadkowo wystąpił w Szklanej pułapce, która wybiła go w stratosferę (na tej serii wybił się też Jeremy Irons), a Ralph Feinnes potężnie wstrząsnął widownią jako Amon Goeth w Liście Schiendlera. Nie mówiąc już o Danielu Day-Lewisie, którego noga mogłaby zagrać równocześnie Hitlera i Stalina, wygrywając Oscara, złoto olimpijskie oraz w szachy z Kasparowem.

Jednak, gdy tylko Capaldi dostawał szansę w większej produkcji, to wykorzystywał ją w stu procentach, nawet, jeśli film nie był całkiem udany: czego przykładem może być wspaniała rola w Zapętlonych. Dodatkowo stoi za nim cały czas wielkie doświadczenie zdobyte na deskach teatralnych i wyniesione z małego ekranu, gdyż w produkcjach BBC pojawia się nieprzerwanie od lat – dla fanów Doktora jest na pewno znany z tennantowego odcinka The Fires of Pompeii oraz trzeciego sezonu Torchwood, gdzie zagrał jedną z głównych ról.


Ten wpis nie miał być jednak o jego karierze aktorskiej, a pewnej ciekawostce, z którą każdy powinien się zaznajomić. Otóż Peter Capaldi jest… zdobywcą Oscara. Tak, w 1995 roku Szkot otrzymał statuetkę (poprzedzoną nagrodą BAFTA – brytyjskim odpowiednikiem amerykańskiego złotego rycerza) za krótkometrażowy film Franz Kafka's It's a Wonderful Life. Naprawdę boli, że ten mały majstersztyk nie jest tak znany jak np. filmy Tima Burtona, ponieważ pod względem pomysłowości, konstrukcji i gęstego, surrealistycznego klimatu, niczym im nie ustępuje.

Produkcja jest wariację na temat procesu powstawania legendarnej Przemiany i bólów twórczych, jakie przeżywał Kafka. Ciernienia pisarza zostały włączone w ramy konstrukcyjne znane z klasycznego To wspaniałe życie Franka Capry, co dało ostatecznie mieszankę wybuchową. Krótkometrażówka to festiwal surrealistycznych pomysłów, absurdalnej akcji, czarnego humoru i wizualnych rozwiązań, których nie powstydziłby się David Lynch. Peter Capaldi udowodnił, że jest naprawdę błyskotliwym reżyserem oraz scenarzystą. Szkoda, że tak rzadko staje po drugiej stronie kamery.



Zresztą, zapraszam was na seans filmu, bo poświąteczny czas jest do tego idealny:


Dodatkowo, skoro już o ciekawostkach związanym z nowym Doktorem mowa: Capaldi razem z amerykańskim showmanem Craigiem Fergusonem (którego oglądać powinniście regularnie) występował na początku lat 80. w punkowej kapeli Dreamboys:



A tu jeszcze narkotyczno-kumpelskie spotkanie po latach:


0 komentarze: